Od początku z tą pozycją miałem problem. Jako wielki fan komiksowego uniwersum MARVEL’a
Otrzymałem książkę kilka dni po śmierci Stana i rzuciłem ją na półkę. Każdy wewnętrznie przeżywa śmierć bliskiej osoby moim sposobem było odcięcie się od komiksów na ponad miesiąc (na premierze Spider-Man into Spiderverse podczas cameo Stana się poryczałem).
Nie zrozumcie mnie źle, książki o kimś kto cię w pewien sposób wychował i ukształtował za pomocą twórczości swojego wydawnictwa są ciężkie zwłaszcza zaraz po jego śmierci gdy jak wiemy po śmierci wypada o osobie mówić dobrze albo wcale.
I tu jest mój największy problem wiem jaką osobą w początkowych czasach MARVEL’a był Stan i niestety nie mogę zbyt wiele dobrego o tych czasach powiedzieć…ale to już pozostawiam historii…
Tym nie do końca optymistycznym akcentem chciałbym też zachęcić do recenzji.
Mam nadzieję że czytając ją wspomnicie Stana Lee który zmarł dość nagle jak na bycie tak szalonym i aktywnym staruszkiem, ale i jego przyjaciela i współtwórcę Spider-Man’a czyli Steve’a Ditko który również odszedł w 2018 roku niedługo przed Stanem a sam wielkim twórcą postaci komiksowych był.
Poznajcie Stanley’a Liebera filmomaniaka, fana opowieści przygodowych, współscenarzystę. Młody Stan rozpoczął swoją karierę w biznesie komiksowym jako asystent głównego scenarzysty Timley Comics Joe Simon’a i artysty Jacka Kirbyego. Podczas rozwoju swojej kariery awansował z asystenta na pełnego scenarzystę i poznaliśmy go jako Stana Lee który zrewolucjonizował biznes komiksowy w partnerstwie z największymi rysownikami pokolenia (Jack Kirby, legendarny Steve Ditko I inni), Współtworzył Spider-Man’a i Doctora Strange ze Stevem Ditko, sam stworzył Hulk’a, Fantastyczną Czwórkę i Iron Mana, wraz z innymi znanymi i lubianymi superbohaterami. To co wpłynęło na fakt że jego postacie były tak lubiane to naleganie Stana na to aby każdy bohater miał ludzie cechy i wady. Nie byli oni wyidealizowanymi postaciami bez skazy ale prawdziwymi ludźmi z wadami specjalnymi.
Ta nieautoryzowana biografia historyka kultury Boba Batchelora jest tak samo historią Stana jak historią całego Marvel Comics i przemysłu komiksowego. Stan uważany jest – całkiem zresztą słusznie za osobę która zmieniła przemysł komiksowy w pop kulturowego kolosa.
Batchelor zaczyna od dzieciństwa Stana w Nowym Jorku podczas Wielkiego Kryzysu, w którym upatruje się wysokiej etyki pracy i ambicji którą podążał do końca swojej kariery. Pracoholik od najmłodszych lat dołączył do przemysłu komiksowego podczas jego wieku dziecięcego ucząc się fachu od scenarzysty Joe Simona i artysty Jacka Kirby’ego, którzy byli jego mentorami w Timely Comics(później przemianowanym na Marvel Comics).
W wieku 19 lat Stan zostaje redaktorem naczelnym. Poza okresem okresem młodzieńczym książka nie skupia się głównie na życiu osobistym Stana, a raczej poświęca głównie jego karierze.
Batchelor pokazuje nam jak Stan prowadzi swój zespół scenarzystów i rysowników w myśl możemy to osiągnąć nie ma rzeczy niemożliwych. Pracując ze swoim zespołem tak aby łączyć chwytliwe dialogi i kolorowe grafiki aby tworzyć nowe przekonujące medium społeczne. Przedstawiając odmienność rasową, serialowe scenariusze łączące historię, a także wplatając w to wszystko obecne wydarzenia kulturalne i historyczne a także emocjonalne konflikty swoich bohaterów Lee wraz ze swoim zespołem tworzą czarodziejskie wręcz uniwersum nowych bohaterów którzy łączą się z czytelnikami poprzez okazywanie emocjonalnych słabości łączonych z fizyczną siłą. Batchelor dobrze pokazuje nam jak marzyciel I ryzykant którym był Stan potrafił przekazać swoją wizję bajek dorosłym. Książka jednocześnie burzy mit Stana jako legendy pokazuje nam też ciemniejszą stronę całej historii i podejmuje dyskusję nad dziedzictwem Stanleya, czy jest ono należne mu czy nie.
Ja jako osoba która się wychowała na jego dziedzictwie, polemiki tej nie podejmuję – informacje o złych czasach Marvela pamiętam z dzieciństwa tak samo jak i mroczne zaułki biznesu który jest mi bliski wiem kto co i dlaczego i rozumiem wielu artystów z którymi Stan pracował ale i którzy w pewien sposób czuli się przez niego oszukani. Jednak tak jak na wstępie napisałem mówmy dobrze bo to dzięki niemu i jemu podobnym mamy MARVEL COMICS, MARVEL STUDIOS i MARVEL CINEMATIC UNIVERSE, które mam nadzieje wychowa kolejne pokolenia fanów a gwiazda Stanleya nigdy nie zgaśnie.
Recenzję przygotował Adam Ochwat
