Jason Fry „Ostatni Jedi”

Last Jedi czyli jak naprawić średni film dobrą książką.

Ci którzy mnie znają wiedzą że od dzieciaka interesuję się Gwiezdnymi Wojnami, po nowej trylogii nie spodziewałem się cudów zwłaszcza po obejrzeniu Przebudzenia Mocy, a po wyjściu z kina z seansu Ostatniego Jedi byłem delikatnie mówiąc zawiedziony i składało się na tę opinię wiele głupotek na które Rian Johnson pozwolił sobie w swoim dziele za które to głupotki fani go prawie zjedli.

Do samej adaptacji książkowej Ostatniego Jedi jak i do kilku z książek nowego kanonu podchodziłem z rezerwą (na dobrą sprawę z nowego kanonu najlepiej wypadają chyba Zakazane Gwiazdy). 

I nie jest to bezpodstawne podejście gdyż jakość części pozycji pozostawia wiele do życzenia – głównie w kwestii merytorycznej jak i kwestii przedstawiania świata(tak wychodzi ze mnie fanboj który wolał stare książki – cóż część z nich była lepiej napisana).

Ale wracając do Ostatniego Jedi, Jason Fry daje nam to czego brakuje w filmie poszerza punkt widzenia i przenosi go na poszczególnych bohaterów, ba nawet nakreśla nam kilka scen które w filmie zostały pominięte, jak na przykład 3 cia próba Rey czy też wspomnienia Luke’a, a także rozwija inne sceny jak np używanie mocy przez Księżniczkę Generał Leie Organę Solo.

Dzięki podejściu autora do tematu potrafimy zanurkować w psychikę nawet pobocznych postaci które na pierwszy rzut oka nic nie wnoszą jak oficer mostka okrętu dowodzenia Nowego Porządku lub są uważane za pokraczne(tak mówię tu o tobie Generale Hux) ale dzięki temu zabiegowi wnikamy w ich psychikę a także poznajemy ich motywacje i rozterki. Ogólnie celnym zabiegiem jest umiejscowienie poszczególnych sytuacji i przedstawianie ich z pierwszej osoby. Dzięki temu zabiegowi dostrzegłem że Generał Hux ma motyw w tym co robi i że patrzy na całość sytuacji znacznie szerzej niż nam pokazano w filmie, ba nawet planuje co gdyby jednak wielkiego wodza Snoke’a zabrakło. Daje nam to postać pełnię motywacji i ambicji – czego o filmowej personifikacji tej postaci powiedzieć zbytnio nie można.

Książka świetnie rozbudowuje też wątek Luke’a i jego historii, wewnętrznych zmagań Mistrza. Jego  smutku i żałoby która go trawi. Pokazuje nam to przez co przeszedł i co doprowadziło go do punktu w którym spotykamy go w filmie, rozwija też szalenie postaci Finna i Rose oraz ich współpracy. 

Rose która w moich oczach nareszcie dostaje swoje 5 minut w końcu ma podstawy do bycia wiecznie uśmiechniętą optymistką. Widzimy także dlaczego jej postać była tak istotna dla fabuły i zakończenia. 

Podczas takiej nowelizacji łatwo coś skopać, autor jednak wybrnął i chwała mu za to.
Żałuję tylko że książka ukazała się po filmie bo po jej przeczytaniu odbieram film ciut lepiej niż jako samoistne medium tej historii, moim skromnym zadaniem Rian Johnson powinien ją przeczytać aby zobaczyć co skopał w swojej wersji tej historii.

Od siebie mogę dodać tylko słowo otuchy gdyż usłyszałem że Jason napisze jeszcze kilka historii w tym świecie co naprawdę dodaje mi optymizmu – jak autor dobry to książki też raczej dobre.

Generalnie świat nowych Gwiezdnych Wojen potrzebował Jasona Fry’a, szkoda tylko że nie pomagał on złożyć scenariusza i filmu do kupy gdyż mogliśmy otrzymać coś niepowtarzalnego.
No ale przynajmniej książka jest świetna a reszta może pozostać w nadprzestrzeni.

Recenzje przygotował Adam Ochwat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *