A.M. Rosner „Silver Stag. Tom 1. Republika piratów”

Od sporego kawałka czasu moim konikiem są powieści marynistyczne i pirackie, i choć przeczytałem tuziny powieści o tematyce morskiej i pirackiej ta napawa mnie odrobiną niechęci lub niezdecydowania.

Całość przygody rozpoczyna się w roku Pańskim 1715 czyli historycznie w środku złotej ery Piractwa, walki o hiszpańską sukcesję i wypłynięcia na szerokie wody Królestwa Wielkiej Brytanii.
I tu mam pierwszy problem z książką – historycznie w tamtym okresie pojawiają się już największe pirackie persony w historii (w końcu to złota era piractwa) a książka w zasadzie nie potrafi do końca zdecydować się kto piratem jest a kto nie. Tu też poznajemy Kapitania Timothy’ego Cuthrow, angielskiego Bukaniera(to nie to samo co pirat/korsarz)który z królewskim glejtem pływa i łupi przeciwników korony brytyjskiej na swoim brygu Silver Stag.

Bardzo szybko dochodzimy do tego jak nasz bohater trafia do celi gdzie ma czekać go śmierć.
Następnie całkiem niespodziewanie na całą tą niesprawiedliwość pojawi się ratunek – oczywiście w noc przed egzekucją żeby dodać dramatyzmu.

Jako że książka ma być o piratach to nasz bohater jak filip z konopi stwierdza Zostanę Piratem po czym książka próbuje pokazać nam jak wielki i zły Były szef Tima wyrusza na poszukiwania uciekiniera, a sam Timothy musi się zmagać z załogą, buntem, nową rzeczywistością i próbować się do niej dopasować jednocześnie próbując oczyścić swoje dobre imię(w ramach historii bukanier mający dobre imię to taki trochę oksymoron).

I tak patrząc na to z szerokiej perspektywy konstrukcja ma niby nogi i ręce – książka prowadzi się poprawnie ale głównemu bohaterowi brak duszy pirata i kręgosłupa(który zazwyczaj sfiksowany ale był, podpierany nierzadko kodeksem)

Dla laików tematu i mało wytrawnych marynistów którzy raczej liczą na książkę przygodową może się podobać ze względu na przystępny język, choć z drugiej strony odchodzenie od wyidealizowanych postaci pirackich dla wielu może być szokiem. Nie zrozumcie mnie źle mało książek pokazuje piratów jako morderców i zbrodniarzy ale jednak kultura w której żyjemy przyzwyczaiła nas że są to postaci w gruncie rzeczy pozytywne o ile nie obciążone jakimś rodzajem klątwy.

Na plus mogę dodać opisy otoczenia i życia piratów – zostało trochę sprowadzone do ziemi i czuć że nie mamy do czynienia z Piratami z Karaibów Disneya, z drugiej strony postacie są jak dla mnie ciut mało wyraźne i zmotywowane do tego co robią(motywacje może i są i każdego ale słabo wyczuwalne), może w przyszłości jeśli Autorka zdecyduje się na kontynuację cyklu będzie mi dane zmienić zdanie na ich temat.

Dla podsumowania powiem że jest to solidna książka która troszkę nie potrafi się wyklarować w wizji autora, z jednej strony próbuje być o piratach niczym najlepsza powieść przygodowa, a z drugiej próbuje ten obraz pirata sprowadzić na ziemię…

Czy jest to dobry zabieg zobaczymy w ewentualnej kontynuacji. 
Tej części pozostaje mi dać solidne 3+/5 bo trochę rozkrok ale na plus.




Recenzje przygotował w 2018 Adam Ochwat dla wydawnictwa Magnus

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *